Nikita Galvin wsadził głowę w otwór Kapsuły - maszyny, która umożliwia transport do innego wymiaru. Jeszcze nie była włączona, więc bez problemu można było spojrzeć na nią od środka, co też uczynił nasz bohater. Wszedł do niej i rozejrzał się po jej wnętrzu. Podłoga zrobiona była z grubej warstwy przezroczystego szkła, pod którym widać kable. Sufit był okrągły, jak półkula. Urządzenie było w całości wykonane z pomarańczowego metalu, zarówno w środku, jak i na zewnątrz, przez co wyglądało nieco dziwnie.
Nagle drzwi się zamknęły. Piętnastolatek przez chwilę próbował je otworzyć, ale mu się to nie udało. Został uwięziony w dziwnej machinie jego rodziców.
- Jest tam kto?! Pomocy! - krzyknął z nadzieją, że ktoś go usłyszy. Krzyczał tak jeszcze przez jakiś czas, aż całkowicie zdarł sobie gardło. Nic to nie dało; nikt nie przyszedł.
Zrezygnowany Nikita spojrzał na kwadratowy, szary panel z mnóstwem różnych przycisków i małą, czerwoną dźwignią. Powoli do niego podszedł i z ociąganiem nacisnął pierwszy przycisk. Nic się nie stało, więc wciskał każdy po kolei, co także nie przyniosło żadnego efektu.
Nie chciałem tego robić... - pomyślał, po czym szybko pociągnął za dźwignię. W jednej chwili poczuł się tak, jakby uderzył go piorun. Stracił przytomność.
Gdy obudził się po chwili, usiadł i nagle się wzdrygnął, bo poczuł, jakby w jego ciele krążyła jakaś silna energia niewiadomego pochodzenia. Wstał, trzymając się za ramiona i zwrócił wzrok na ścianę, z której wydobywało się gęste, srebrzyste światło. Potem popatrzył na dół i krzyknął, zobaczywszy siebie samego, leżącego na podłodze. Wyglądał jak pusta skorupa, ciało bez duszy, umarłe. Był cały blady i nie oddychał. Szkliste oczy, jak u lalki, bez życia patrzyły przed siebie.
Nagle Nikita poczuł jak to gęste światło wnika w jego duchowe ciało. Było to dziwne i trochę nieprzyjemne uczucie, jakby ktoś wpompowywał w ciebie więcej krwi niż jest w stanie pomieścić twój układ krwionośny. W tej samej chwili, gdy chłopak z konsternacją zastanawiał się, co zrobić z tym faktem, machina, w której się znajdował, zaczęła wydawać z siebie dudniący odgłos a światło jaśniej zaświeciło. Piętnastolatek zrozumiał, że urządzenie się włączyło i szybko schylił się, by podnieść swoje ciało. Nie udało mu się to; jego astralne ręce przezeń przenikały.
Światło wypełniło całą Kapsułę i sprawiło, że ciało Nikity zniknęło. On sam jednak pozostał. Osłupiały chciał się oprzeć o ścianę, ale niespodziewanie przez nią przeszedł. Gdy z powrotem złapał równowagę, popatrzył się na machinę i zapytał szeptem sam siebie:
- Co się tak właściwie stało..?
Wiedział tylko tyle, że jakimś cudem odłączył się od własnego ciała, które potem zniknęło i że przeniknął przez ścianę. Czyli że był duchem, samą duszą ze świadomością, astralną istotą, jak mówili jego rodzice.
Obejrzał się do tyłu i zobaczył lustro. Jego uwagę zwróciło to, że wyglądał inaczej niż zwykle. Miał białą skórę, która świeciła srebrnym blaskiem, ubrania zamiast biało-zielone były czarne z czerwonymi pastami. Podobnie włosy, które wcześniej były w kolorze złota, teraz były kruczoczarne z czerwonymi refleksami. Tęczówki jego oczu, wcześniej błękitne jak niebo w południe, świeciły na czerwono, przez co wyglądały niepokojąco. Nikita przez dłuższą chwilę wpatrywał się w milczeniu na swoje odbicie. Czynność tę przerwał mu dźwięk kroków zbliżających się do pracowni, w której się właśnie znajdował.
Sandra i Henry Galvin weszli do pomieszczenia i najpierw spojrzeli ze zdziwieniem na włączoną Kapsułę, a potem na chłopaka, unoszącego się kilka centymetrów nad podłogą.
- Stwór astralny - stwierdził po chwili Henry. - Musiał się tutaj dostać przez portal z Kapsuły.
Sandra przytaknęła i wyciągnęła rękę w stronę małego, srebrnego aparatu z dużą lampą błyskową, który leżał na stole, wśród innych urządzeń. Nikita wiedział, że służył on do pochłaniania duchów, a przynajmniej tak miało być w teorii, więc wyciągnął przed siebie ręce i powiedział, potrząsając głową:
- Nie, nie, to pomyłka! Ja... - jego głos brzmiał inaczej niż zwykle był dziwnie piskliwy, a jednocześnie dudnił niczym bas. Jego brzmienie przeraziło jego samego i rodziców.
Sandra wycelowała obiektyw w nastolatka i już prawie nacisnęła włącznik, gdy nagle blisko jej głowy przeleciała wiązka srebrnego światła, która sprawiła, że w powietrze wzniosło się kilka odciętych złoto-blond włosów. Światło to nieświadomie wystrzeliło z dłoni Nikity, który teraz w osłupieniu patrzył się na zniszczenia, których był twórcą.
Trochę bardziej w lewo i zabiłbym mamę! - pomyślał z przerażeniem.
- W żonę mi tu celujesz, ty stworze?! - krzyknął Henry, nakładając specjalne rękawice, umożliwiające dotykanie niematerialnych duchów. Z okrzykiem bojowym rzucił się w stronę chłopaka.
Nikita, nie wiedząc, co zrobić i nie chcąc zranić żadnego z rodziców, poleciał w górę. Bez oporu przeleciał przez sufit, potem przez ścianę i wyleciał z domu i poleciał w żadnym konkretnym kierunku.
Zrezygnowany Nikita spojrzał na kwadratowy, szary panel z mnóstwem różnych przycisków i małą, czerwoną dźwignią. Powoli do niego podszedł i z ociąganiem nacisnął pierwszy przycisk. Nic się nie stało, więc wciskał każdy po kolei, co także nie przyniosło żadnego efektu.
Nie chciałem tego robić... - pomyślał, po czym szybko pociągnął za dźwignię. W jednej chwili poczuł się tak, jakby uderzył go piorun. Stracił przytomność.
Gdy obudził się po chwili, usiadł i nagle się wzdrygnął, bo poczuł, jakby w jego ciele krążyła jakaś silna energia niewiadomego pochodzenia. Wstał, trzymając się za ramiona i zwrócił wzrok na ścianę, z której wydobywało się gęste, srebrzyste światło. Potem popatrzył na dół i krzyknął, zobaczywszy siebie samego, leżącego na podłodze. Wyglądał jak pusta skorupa, ciało bez duszy, umarłe. Był cały blady i nie oddychał. Szkliste oczy, jak u lalki, bez życia patrzyły przed siebie.
Nagle Nikita poczuł jak to gęste światło wnika w jego duchowe ciało. Było to dziwne i trochę nieprzyjemne uczucie, jakby ktoś wpompowywał w ciebie więcej krwi niż jest w stanie pomieścić twój układ krwionośny. W tej samej chwili, gdy chłopak z konsternacją zastanawiał się, co zrobić z tym faktem, machina, w której się znajdował, zaczęła wydawać z siebie dudniący odgłos a światło jaśniej zaświeciło. Piętnastolatek zrozumiał, że urządzenie się włączyło i szybko schylił się, by podnieść swoje ciało. Nie udało mu się to; jego astralne ręce przezeń przenikały.
Światło wypełniło całą Kapsułę i sprawiło, że ciało Nikity zniknęło. On sam jednak pozostał. Osłupiały chciał się oprzeć o ścianę, ale niespodziewanie przez nią przeszedł. Gdy z powrotem złapał równowagę, popatrzył się na machinę i zapytał szeptem sam siebie:
- Co się tak właściwie stało..?
Wiedział tylko tyle, że jakimś cudem odłączył się od własnego ciała, które potem zniknęło i że przeniknął przez ścianę. Czyli że był duchem, samą duszą ze świadomością, astralną istotą, jak mówili jego rodzice.
Obejrzał się do tyłu i zobaczył lustro. Jego uwagę zwróciło to, że wyglądał inaczej niż zwykle. Miał białą skórę, która świeciła srebrnym blaskiem, ubrania zamiast biało-zielone były czarne z czerwonymi pastami. Podobnie włosy, które wcześniej były w kolorze złota, teraz były kruczoczarne z czerwonymi refleksami. Tęczówki jego oczu, wcześniej błękitne jak niebo w południe, świeciły na czerwono, przez co wyglądały niepokojąco. Nikita przez dłuższą chwilę wpatrywał się w milczeniu na swoje odbicie. Czynność tę przerwał mu dźwięk kroków zbliżających się do pracowni, w której się właśnie znajdował.
Sandra i Henry Galvin weszli do pomieszczenia i najpierw spojrzeli ze zdziwieniem na włączoną Kapsułę, a potem na chłopaka, unoszącego się kilka centymetrów nad podłogą.
- Stwór astralny - stwierdził po chwili Henry. - Musiał się tutaj dostać przez portal z Kapsuły.
Sandra przytaknęła i wyciągnęła rękę w stronę małego, srebrnego aparatu z dużą lampą błyskową, który leżał na stole, wśród innych urządzeń. Nikita wiedział, że służył on do pochłaniania duchów, a przynajmniej tak miało być w teorii, więc wyciągnął przed siebie ręce i powiedział, potrząsając głową:
- Nie, nie, to pomyłka! Ja... - jego głos brzmiał inaczej niż zwykle był dziwnie piskliwy, a jednocześnie dudnił niczym bas. Jego brzmienie przeraziło jego samego i rodziców.
Sandra wycelowała obiektyw w nastolatka i już prawie nacisnęła włącznik, gdy nagle blisko jej głowy przeleciała wiązka srebrnego światła, która sprawiła, że w powietrze wzniosło się kilka odciętych złoto-blond włosów. Światło to nieświadomie wystrzeliło z dłoni Nikity, który teraz w osłupieniu patrzył się na zniszczenia, których był twórcą.
Trochę bardziej w lewo i zabiłbym mamę! - pomyślał z przerażeniem.
- W żonę mi tu celujesz, ty stworze?! - krzyknął Henry, nakładając specjalne rękawice, umożliwiające dotykanie niematerialnych duchów. Z okrzykiem bojowym rzucił się w stronę chłopaka.
Nikita, nie wiedząc, co zrobić i nie chcąc zranić żadnego z rodziców, poleciał w górę. Bez oporu przeleciał przez sufit, potem przez ścianę i wyleciał z domu i poleciał w żadnym konkretnym kierunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz